30.11.20

It’s been two weeks since the release of the new Lunatic Soul album. From what I can see, you really like “Through Shaded Woods”. Thank you for all the positive opinions and reviews.

The album is important for me for a few reasons:

Firstly, I finally managed to record a folk album, or folk-rock, if you like.
I have already proved myself on many different music levels. I’ve played rock, metal, pop, ambient, even more or less intelligible electronics. It was different with folk. There were folky bits and pieces here and there, but it never dominated. And now it does.

The second reason is “brightness” and “positive message”. I have specialised in darkness and overwhelming melancholy, and it’s not as challenging for me as it used to be. A challenge now was to create something positive, or at least with a positive tone. I think that’s what remains after listening to “Through Shaded Woods”, a positive tone.

Thirdly, it’s basically my first album on which I played all the instruments myself. OK, I did that on “Lockdown Spaces” too, but there were mainly keyboards and a drum machine there. On “Through Shaded Woods”, I used all the music accessories at my disposal. And I have to admit that making a solo album without any guest appearances is a true challenge. I’ve always held in high esteem the multi-instrumentalists who record their solo albums on their own. So I’m really grateful to Magda and Robert Srzedniccy for their help and producer-spiritual support in this extraordinary experiment.

The fourth reason is that the album contains the longest composition in my career, “Transition II”, and I have always wanted to create such long music stories. I think that listening to the album in its entirety, in the extended version, allows you to properly soak up the atmosphere of my new folk-witcher world, so I do encourage you to get to know the extended edition of “Through Shaded Woods”, which includes this composition.

The fifth, although perhaps not the last reason, but I don’t want to ramble on – the album is released in difficult, troubled times, and the message is exactly what I wanted it to be: “don’t give in”.

Will the album stay with you for longer? Will it be helpful? I’d like that. A big thank you goes to everyone for continuous interest and support. For buying the physical release of the album, for interacting with my music.

Be healthy, be beautiful, and don’t give in to any physical or mental viruses!

MD

Minęły już dwa tygodnie od premiery nowego albumu Lunatic Soul. Z tego co widzę „Through Shaded Woods” bardzo się Państwu spodobał. Dziękuję za wszystkie pozytywne opinie i recenzje.

Płyta jest dla mnie ważna z kilku powodów:

Po pierwsze w końcu udało mi się nagrać album folkowy, albo jak kto woli album folk-rockowy.
Na wielu muzycznych płaszczyznach udało mi się już sprawdzić. Był rock, był metal, był pop, był ambient, była elektronika mniej lub bardziej przystępna. Z folkiem było różnie. To tu to tam coś się czasami przebijało, ale nigdy nie dominowało. Teraz dominuje.

Drugi powód to „jasność” i „pozytywny przekaz”. Wyspecjalizowałem się w mroku i zalewającej cały świat melancholii i nie jest to już dla mnie takie muzyczne wyzwanie jak kiedyś. Wyzwaniem było stworzenie czegoś pozytywnego, albo przynajmniej z pozytywnym wydźwiękiem. Myślę, że po wysłuchaniu „Through Shaded Woods” taki pozytywny wydźwięk zostaje.

Po trzecie jest to w zasadzie mój pierwszy album gdzie sam zagrałem na wszystkich instrumentach. Okay, podobnie zrobiłem w „Lockdown Spaces”, ale tam były jednak głównie klawisze i automat perkusyjny. Na „Through Shaded Woods” zagrały już wszystkie muzyczne akcesoria jakimi dysponuję. I przyznam, że tworzenie solowej płyty bez udziału gości to jest jednak prawdziwe wyzwanie. Zawsze niezwykle cenię sobie artystów multiinstrumentalistów, którzy nagrywają takie właśnie solowe albumy. Bardzo więc dziękuję Magdzie i Robertowi Srzednickim za wsparcie i pomoc realizatorsko – duchową w tym niezwykłym eksperymencie.

Czwarty powód jest taki, że na albumie znajduje się najdłuższa kompozycja w mojej karierze „Transition II”, a ja w sumie zawsze chciałem tworzyć takie długie muzyczne opowieści. Myślę, że dopiero wysłuchanie albumu w wersji rozszerzonej pozwala odpowiednio nasiąknąć tym moim nowym muzycznym folkowo – wiedźmińskim światem, zachęcam więc do zapoznania się z edycją „Through Shaded Woods” zawierającą również tę kompozycję.

No i po piąte, pewnie nie ostatnie, ale nie chciałbym przedłużać – płyta ukazuje się w trudnym niespokojnym czasie, i jej wydźwięk ma dokładnie takie znaczenie o jakie mi chodziło – „nie dać się”.

Czy ten album zostanie z Państwem na dłużej, czy będzie pomagał? Życzyłbym sobie tego. Bardzo dziękuję wszystkim za niesłabnące wsparcie i zainteresowanie. Za nabycie albumu w wersji fizycznej, za stałe obcowanie z moją muzyką.

Bądźcie Państwo zdrowi, piękni i nie dajcie się żadnym fizycznym i mentalnym wirusom!

MD

13.11.20

To już dzisiaj. Mój muzyczny maraton 2020 właśnie dobiega końca. I tak po wydanych w tym roku dwóch solowych piosenkach i elektronicznej płycie, przychodzi czas na wielki finał w postaci najnowszego albumu Lunatic Soul „Through Shaded Woods”.

Co mogę o nim powiedzieć? Cieszę się, że powstał. I cieszę się, że wychodzi właśnie teraz.

Mam nadzieję, że będzie Wam dobrze służył w tym mrocznych czasach. Że pomoże Wam chociaż na chwilę odciąć się rzeczywistości, przenieść do innego wymiaru. Może nawet zachęci Was do wyjścia z domu. Przespacerowania się pierwszy raz od dawna. Albo zwyczajnie kolejny. Gdzieś po leśnych terenach bądź innych z naturą związanych.

Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tego albumu. Dziękuję mojej rodzinie, przyjaciołom i fanom, którzy wciąż mnie wspierają i na których zawsze mogę liczyć.

Album opowiada o wyjściu z mroku i odnalezieniu w sobie światła. Dla mnie tym światłem jesteście Wy.

zdjęcie: Radek Zawadzki

Today is the day. My 2020 music marathon is coming to an end. After two solo songs and the electronic album released so far this year, it’s time for the grand finale in the form of the new Lunatic Soul record, “Through Shaded Woods”.

What can I say about it? I’m glad it’s here. And I’m glad it’s out right now.

I hope it will serve you well in these dark times. I hope it will help you get away from reality and move to a different dimension, even if only for a moment. Perhaps it will encourage you to get out of your house and take a walk for the first time in a long while. Or just take a walk like you usually do. Somewhere in a forest or other beautiful surroundings.

Thank you to everyone who has helped me during the making of this album. Thank you to all my Family, Friends and Fans, who support me continuously and whom I can always count on.

This album is about leaving darkness and finding light within.
You are my light.

photo: Radek Zawadzki

04.11.20

I am not a Viking. I do not want to make music which sounds like it comes from Denmark, Sweden, or Norway, there are artists like Danheim, Myrkur, or Heilung, who do that better. Lunatic Soul is always going to be Lunatic Soul, so for instance – I didn’t want to play the violins, hurdy-gurdy or other folk instruments just because I had an idea for a folk album. And so we have here mainly acoustic guitars, bass guitars, keyboards, and percussions. Yep, I am a rock guy. But thanks to that, the core sound and character of Lunatic Soul haven’t changed.

As a big fan of Dead Can Dance, I have also always wanted to make music “not from this world”, mystical and mysterious, folk, oriental, close to nature. The first Lunatic Soul releases were like that, then it all went in a different direction. But the new album is a continuation of the first two, it’s a return to the roots. Literally and figuratively.

***

The newest Lunatic Soul chapter “Through Shaded Woods” is coming next week. Get ready for November 13th!

photo by Tomasz Pulsakowski

Nie jestem Wikingiem. Nie chcę tworzyć muzyki, która będzie brzmiała jak muzyka z Danii, Szwecji czy Norwegii, od tego są tacy wykonawcy jak Danheim, Myrkur czy Heilung. Lunatic Soul miał pozostać Lunatic Soulem. Dlatego też np. nie chciałem grać na tej płycie na skrzypcach, hurdy-gurdy czy innych takich. Mamy głównie gitary akustyczne, basy, klawisze i perkusjonalia. Tak, jestem rockowcem. Ale dzięki temu mam zachowany charakter Lunatic Soul.

Jako wielki fan Dead Can Dance, zawsze chciałem też tworzyć „muzykę nie z tego świata”. Mistyczną i tajemniczą. Folkową, orientalną, związaną z naturą. Pierwsze płyty Lunatic Soul takie były, potem skręciło to w inną stronę. Najnowszy album jest kontynuacją dwóch pierwszych płyt i powrotem do korzeni. Dosłownie i w przenośni.

***

Najnowszy rozdział Lunatic Soul “Through Shaded Woods” już w następnym tygodniu. Szykujcie się na 13 listopada!

zdjęcie Tomasz Pulsakowski

15.10.20

“Nav” (Polish spelling “Nawie”) is the name for the Slavic underworld, and also denotes the souls of the dead, so it gives me great pleasure to welcome everyone to my music underworld. The new Lunatic Soul album, “Through Shaded Woods”, talks about breaking free from the great beyond, about making your way to the other side, about a second chance and coming back to life.

The “dancing souls” from the album artwork and the new videoclip make the world turn green. And green is the colour of healing, hope and freedom.
In these incredibly trying times, I wish each one of us exactly that: healing, hope and freedom.

Enjoy the video!

Pisane po polsku “Nawie” a po angielsku “Nav” to inaczej słowiańskie zaświaty, również określenie dusz zmarłych. Jest mi więc bardzo miło powitać wszystkich w moich muzycznych zaświatach. Najnowszy album Lunatic Soul “Through Shaded Woods” mówi o wydostaniu się z nich, o przejściu na drugą stronę, o drugiej szansie, o powrocie do życia.

Obecne na grafice płyty i w najnowszym teledysku “tańczące dusze” sprawiają, że świat zmienia swój kolor na zielony. A kolor zielony to kolor uzdrowienia, nadziei i wolności.

W tych niezwykle trudnych czasach życzę dzisiaj każdemu z nas przede wszystkim uzdrowienia, nadziei i wolności.
Miłego oglądania!

24.09.20

“The Passage” is a signature piece of the new Lunatic Soul album, on which we enter a mysterious forest full of dynamic, ritual dances. The title “passage” is the destination for the main character, where he is to be cleansed and reborn.

“Shaded Woods” are our worst traumas and nightmares, the most difficult moments in our life. Also symbolic of our present, difficult times. Going through them symbolises facing and overcoming them. May this song, as well as the whole album, be like a torch, which not only makes the darkness disappear, but might come in handy when fighting monsters.
Enjoy!

Preorder: https://lunaticsoul.lnk.to/ThroughShadedWoods

„The Passage” jest jak wizytówka nowej płyty Lunatic Soul, na której trafimy do tajemniczego lasu pełnego dynamicznych, rytualnych tańców. Tytułowe „Przejście”, to cel podróży głównego bohatera, gdzie ma nastąpić oczyszczenie i ponowne narodziny.

„Shaded Woods” to nasze najgorsze traumy i koszmary, to nasze najtrudniejsze życiowe momenty. To również symbolika naszych obecnych, trudnych czasów. Przejście przez nie ma symbolizować ich przezwyciężenie. Niech ten utwór, jak i cała płyta, będzie taką pochodnią, która nie dość, że pomoże nam oświetlić mrok, to jeszcze przyda się do odganiania potworów.

Preorder: mystic.pl

10.09.20

And so “the big day” is getting nearer. I am really pleased to announce that the new, seventh (!) Lunatic Soul album titled “Through Shaded Woods” is coming out on 13th November 2020.

“Shaded Woods” are our worst traumas and nightmares. Going through these woods symbolises facing them. It’s a test of courage. Musically, we’re going on a journey inspired by dark Scandinavian and Slavic folk.

“Through Shaded Woods” will be released as a single LP, a single CD and a special extended double CD version containing, among others, a suite “Transition II”. It will also be available on all streaming services and digital platforms.

Here is the tracklist of the new album:

Lunatic Soul”Through Shaded Woods”

1. Navvie 04:03
2. The Passage 08:57
3. Through Shaded Woods 05:51
4. Oblivion 05:03
5. Summoning Dance 09:52
6. The Fountain 06:04

Bonus disc:

1. Vyraj 05:32
2. Hylophobia 03:20
3. Transition II 27:45

The first single from the album will be out on September 25th.

I tak oto nadchodzi ten dzień. Jest mi bardzo miło ogłosić, że 13.11.2020 ukaże się najnowszy, siódmy już (!) album Lunatic Soul zatytułowany “Through Shaded Woods”.

“Shaded Woods” to nasze najgorsze traumy i koszmary. Przejście przez ten las ma symbolizować zmierzenie się z nimi, stawienie im czoła. To próba odwagi. Muzycznie udamy się tym razem w dźwiękową podróż zainspirowaną mrocznym skandynawskim i słowiańskim folkiem.

„Through Shaded Woods” ukaże się w wersji 1LP, 1 CD i w specjalnej rozszerzonej wersji 2CD zawierającej między innymi suitę „Transition II”, będzie też dostępny w streamingu i na wszystkich platformach cyfrowych.

Tracklista nowego albumu przedstawia się następująco:

1. Navvie 04:03
2. The Passage 08:57
3. Through Shaded Woods 05:51
4. Oblivion 05:03
5. Summoning Dance 09:52
6. The Fountain 06:04

Bonus disc:

1. Vyraj 05:32
2. Hylophobia 03:20
3. Transition II 27:45

Pierwszą odsłonę muzyczną poznamy już 25 września!

03.09.20

I don’t know about you, but for me, the past six months have flown by in a blink of an eye. Perhaps it’s because I confined myself to a specific monotony in order to properly get through this, let’s be honest, less than ideal period, this difficult and emotionally intense time for all of us. This monotony in the “shelter of mine” was rather pleasant, although quite exhausting, too. I can feel it now.

Riverside were on a break, during which each of us concentrated on different activities. I was obviously, as usual, drawn to the Serakos Studio, where I came up with more than just the new Lunatic Soul album.

And so a big thank you goes to everyone who have supported me in this new solo project, purchased my stuff on bandcamp, subscribed to my YT channel, visited my new website mariuszduda.md, and who have not complained too much about the lack of physical media. “The Song of a Dying Memory”, “Are You Ready for the Sun” and “Lockdown Spaces” allowed me to keep my music worlds apart and, at the same time, to start something new, which will definitely keep developing and one day might grow in directions connected with the so-called idea of “leaving the comfort zone”. Thank you to the people who have helped me achieve that: Magda and Robert Srzednicki, Rob Palmen, Hajo Müller, Maciek Gołyźniak, and Chloë Alper, and to everyone who have sent me their kind words – big hugs to all of you with no regard for proper social distancing.

I will go back to my MD project at the beginning of next year, and now it’s time to return to my basic worlds.

All the fans of physical media can now breathe a sigh of relief because both Riverside and Lunatic Soul are preparing something for collectors this year. There will be two live releases from Riverside (more about them soon on the band’s website), and two versions of the new Lunatic Soul album, standard and extended. The release date of the latter is fast approaching and on September 10th, I will reveal the exact date, as well as the cover, the title, and the tracklist of perhaps the most ambitious and elaborate work in my career. So be ready.

For now, my warmest regards and thanks for your ongoing support.

MD

Nie wiem jak Wam, ale mnie ostatnie pół roku zleciało bardzo szybko. Być może związane było to ze specyficzną monotonią na jaką się skazałem, żeby należycie przetrwać ten – umówmy się, nienajlepszy dla wszystkich, trudny i bardzo intensywny emocjonalnie – czas. Monotonia w moim „shelter of mine” była dosyć przyjemna, chociaż wyczerpująca. Teraz to czuję.

Zrobiliśmy sobie z Riverside przerwę, podczas której każdy z nas skoncentrował się na różnych czynnościach. Oczywiście mnie jak zwykle zawiało do Serakosa i wymyśliłem sobie coś więcej niż tylko pracę nad nowym albumem Lunatic Soul.

Dziękuję zatem wszystkim, którzy wsparli mnie w tym moim nowym solowym projekcie, kupili moje rzeczy na bandcampie, zasubskrybowali mój kanał na YT, odwiedzili moją nową stronę mariuszduda.md, nie narzekali aż tak bardzo na brak nosników fizycznych „The Song of a Dying Memory”, „Are You ready For The Sun” i „Lockdown Spaces” pozwoliły mi rozdzielić moje dotychczasowe muzyczne światy. I jednocześnie zapoczątkowac coś nowego, coś co z pewnością się kiedyś rozwinie i podąży w kierunkach związanych z tzw. „wyjściem ze strefy komfortu”. Dziękuję osobom, które mi w tym pomogły: Magda i Robert Srzednicki, Rob Palmen, Hajo Müller, Maciek Gołyźniak i Chloë Alper oraz wszyscy, którzy wysyłali mi swoje dobre słowa – ściskam Was bez utrzymywania należytego dystansu społecznego.

Do projektu MD powrócę na początku następnego roku, teraz czas na powrót do światów podstawowych.

Fani nośników fizycznych mogą już odetchnąć z ulgą, bo zarówno Riverside jak i Lunatic Soul szykują w tym roku coś dla kolekcjonerów. W Riverside czekają nas dwa wydawnictwa koncertowe, o czym więcej niebawem na stronie zespołu, jeśli zaś chodzi o Lunatic Soul, to wielkimi krokami zbliża się mój chyba najbardziej ambitny i dopracowany solowy album w karierze, który doczeka się zarówno wydawnictwa podstawowego jak i rozszerzonego. Już 10 września zaprezentuję Wam datę premiery, okładkę, tytuł i tracklistę nowego LS-a.

Bądźcie zatem gotowi.

A tymczasem kłaniam się nisko i tradycyjnie dziękuję Wam za wszystkie słowa wsparcia.

MD

13.08.20

I remember coming back home tired and happy after the first leg of the “Wasteland Tour” in the autumn of 2018. Right then, as a part of recovering, I started thinking about… a new album.

“It’s time for Lunatic Soul”, I thought. “This one, why don’t I make it… green.”

I sat down comfortably with a notebook I had just bought in order to plan out the new album, like I always do. I was a bit annoyed because I couldn’t find one with clear pages and a green cover. I went for an odd grey one. But there was an element of a forest on the cover, an owl, so I thought my inner balance might be alright after all, in spite of the lack of green.

A green Lunatic, and so this time… sylvan, viking, slavic in nature…

That would obviously call for something free of electronics – because the forest, because we’re going back to the roots. There would have to be only live instruments, just like on the first two albums, but maybe without wastelandy-oriental moods for a change. This time, it would have to be more Scandinavian. I would have to create something viking, dark folk, a little slavic, but, naturally, in my own way.

I liked the idea, especially that I myself come from the land of forests and lakes, and I love dark folk music. Besides, damn it, Lunatic Soul was conceived, among others, because, apart from Peter Gabriel and Dead Can Dance, I had always liked bands like Hedningarna or Garmarna.

At that time, I was playing Skyrim for yet another time on Playstation, and I had just finished the “Blood and Wine” expansion for The Witcher 3. I had also just heard about Netflix plans to do the series. Yes, it was another sign.

“OK then, let’s create a ‘Lunatic soundtrack for The Witcher’,” I thought to myself and opened the notebook.

***

Before I picked up my acoustic guitar, I remembered what it’s like when I have completely nothing, not a single sound for a new album, and how much I want in such moments to travel into the future to the time when the album has just been finished. Wouldn’t it be great to go to the exact day, and sit down on a couch, put your headphones on and close your eyes…

***

Let me tell you something, travelling in time is a truly incredible experience.

MD

Pamietam ten moment, kiedy po zakończonej jesienią 2018 pierwszej odsłonie „Wasteland Tour”, wróciłem do domu zmęczony i szczęśliwy, i w ramach odpoczynku… zacząłem myśleć o kolejnej płycie.

Czas na Lunatic Soul, pomyślałem, tym razem niech będzie… zielony.

Rozsiadłem się wygodnie ze świeżo kupionym zeszytem, żeby sobie nową płytę tradycyjnie zaplanować. Byłem trochę zły, bo nigdzie nie było takiego z czystymi kartkami i zieloną okładką. Kupiłem jakiś z dziwną szarą. Na froncie widniał jednak element leśny w postaci sowy, pomyślem więc, że może brak zielonego nie zaburzy mi do końca wewnętrzej równowagi.

Zielony Lunatic, a więc tym razem… leśny, wikingowy, słowiański…

Na pewno trzeba byłoby stworzyć coś, co nie ma w sobie ani grama elektroniki. Wiadomo, bo las, bo powrót do korzeni. Muszą być tylko żywe instrumenty, coś jak na dwóch pierwszych płytach, tylko może już bez klimatów pustynno – orientalnych… Niech tym razem będzie po skandynawsku. Trzeba nagrać coś wikingowego, mroczno folkowego, trochę słowiańskiego, tylko oczywiście tak po mojemu.

Pomysł mi się spodobał, bo sam pochodzę przecież z krainy lasów i jezior i uwielbiam mroczną folkową muzykę. Poza tym, do cholery, Lunatic Soul powstał między innymi dlatego, że oprócz Petera Gabriela i Dead Can Dance zawsze uwielbiałem takie zespoły jak Hedningarna czy Garmarna.

Na Playstation kolejny raz tłukłem wtedy w Skyrim i byłem na świeżo po ukończeniu dodatku do Wiedźmina III „Krew i Wino”. Doszły mnie też słuchy, że Netflix zamierza nakręcić serial. Tak, to był kolejny znak 😉

Dobrze, zróbmy więc „lunatyczną muzykę do Wiedźmina”, powiedziałem do siebie i otworzyłem zeszyt.

***

Zanim wziąłem do ręki akustyczną gitarę przypomniałem sobie jak to jest kiedy nie mam jeszcze kompletnie nic, żadnego dźwięku, i jak bardzo wtedy chcę przenieść się w przyszłość do momentu kiedy właśnie skończyłem płytę. Ach, gdyby tak można było trafić dokładnie w ten dzień – zasiąść na kanapie, założyć słuchawki, zamknąć oczy…

***

Powiem Wam, że podróże w czasie są naprawdę niezwykłym doświadczeniem.

MD

03.08.20

Dear Friends,

I’m pleased to announce that, apart from the upcoming autumn release of the new Lunatic Soul, and the recent online release of the electronic album “Lockdown Spaces“, I am continuing my single song project.

Let me remind you that at the beginning of this year I announced my plan to release individual songs, outside of Riverside and Lunatic Soul. I called them “subcutaneous songs”, which would be characterised by the lack of “melancholic darkness,” typical of Riverside and Lunatic Soul. And so in April I released a ballad about a dying planet, “The Song of a Dying Memory“, and on August 21st, you’ll hear the song number 2, “Are You Ready for the Sun“. Just to be clear, “subcutaneous songs” are not only ballads 🙂

I’ll tell you more about it soon. For now, please take a look at the cover designed by the nicest illustrator I know, Hajo Müller.

Kochani, miło mi ogłosić, że niezależnie od nadchodzącej coraz większymi krokami jesiennej premiery nowego albumu Lunatic Soul oraz wydanej niedawno elektronicznej płyty online „Lockdown Spaces”, kontynuuję swój piosenkowy projekt singlowy.

Przypomnę, że na początku tego roku ogłosiłem, że niezależnie od Riverside i Lunatic Soul będę jeszcze wydawał… single, piosenki. Będą to tzw. „piosenki podskórne”, charakteryzujące się brakiem „melancholijnego mroku” typowego dla Riverside i Lunatic Soul. I tak w kwietniu ukazała się ballada o umierającej planecie, którą zatytułowałem „The Song of a Dying Memory”, a 21 sierpnia zaś ukaże się pieśń numer 2, którą zatytułowałem „Are You Ready For The Sun”. Żeby była jasność, „piosenki podskórne” to nie tylko ballady 🙂

Więcej o samej pieśni niebawem. Na razie okładka, którą zaprojektował najmilszy artysta ilustrator jakiego znam – Hajo Müller.

16.07.20

Dear Friends,

This year, I have decided to create my third music world, this time under my own name. It started from “The Song of a Dying Memory” and I announced then that I would be releasing only singles as MD. Meanwhile, instead of recording a second single, I decided to release… a strange, electronic, instrumental album inspired by the pandemic – “Lockdown Spaces”. For now, it’s available only online, on Bandcamp and other streaming services. What can I say… that’s what you get for being spontaneous. And what about the singles? Well, subcutaneous song number 2 will be released in August, and song number 3 – at the end of the year. At least that’s the plan. Naturally, as I keep joking, I don’t know how many instrumental electronic albums I might release between those songs.

Just so we’re all clear, Riverside and Lunatic Soul are still going on and are doing fine. Riverside are on a break until September 2020, and Lunatic Soul will be promoted after the summer months. So, at the moment, I’m mostly sharing my MD ideas with you.

The new Lunatic Soul album is possibly the release I have worked on the longest yet, and I hope it will beautifully crown this strange year, which has been not so great for live shows but quite good for artistic experiments.

And if you feel you’re getting a bit lost in all these plans, please check out the mariuszduda.md website, where I have outlined all my artistic endeavours in a clear way. I have recently finished watching “Dark” and believe me when I say, there are creators who are capable of many more twists and turns in their artistic vision.

I’d like to thank you all again for your ongoing support and interest, and if you’re currently somewhere on holiday, please do let yourselves truly rest.

MD

Kochani,

W tym roku postanowiłem, że rozpocznę swój trzeci muzyczny świat, tym razem pod imieniem i nazwiskiem. Zaczęło się od „The Song of a Dying Memory”. Zapowiadałem wtedy wszystkim, że jako MD będę od teraz wypuszczał pojedyncze single. Tymczasem zamiast singla numer dwa postanowiłem, że wypuszczę… dziwną, elektroniczna płytę instrumentalną zainspirowaną pandemią – „Lockdown Spaces”. I to na razie tylko online, jedynie na bandcampie i innych streamingach. No cóż… spontaniczność ma swoje prawa. Co jednak z kolejnymi piosenkami? Otóż piosenka podskórna nr 2 będzie miała swoja premierę w sierpniu, a piosenka nr. 3 na koniec roku. Przynajmniej taki mam plan. Oczywiście, tak jak już sobie zażartowałem, nie wiem jeszcze ile między tymi piosenkami zaprezentuję instrumentalnych albumów elektronicznych.

Żeby była jasność – Riverside i Lunatic Soul wciąż działają i maja się dobrze. Riverside do września 2020 ma przerwę, a i Lunatic Soul zaczynam promować dopiero po wakacjach. Stąd też na chwilę obecną prezentuję Wam głównie te moje mariuszowe pomysły.

Nowy album Lunatic Soul to chyba najdłużej przygotowywana przeze mnie płyta, mam nadzieję, że będzie pięknym ukoronowaniem tego niezbyt dobrego dla koncertowania, ale całkiem niezłego dla artystycznych eksperymentów roku.

Jeśli gubicie się już w tym wszystkim odsyłam Was na stronę mariuszduda.md, gdzie pozwoliłem sobie wszystkie plany artystyczne odpowiednio pozaznaczać. Obejrzałem niedawno serial „Dark” i uwierzcie mi – są twórcy, którzy potrafią o wiele bardziej w swojej twórczości kombinować.

Dziękuję Wam jeszcze raz za wszystkie słowa wsparcia i zainteresowanie i jeśli gdzieś aktualnie wypoczywacie, pamiętajcie, żeby sobie na to pozwolić.

MD

07.07.20

Dear Friends,

I’d like to thank everyone who bought or simply took the time to listen to my new album, “Lockdown Spaces”. I admit that it’s a spontaneous release, but I really wanted the album about lockdown to be released: a) quickly, b) still during the lockdown and not, say, three months later (that is how long it takes to press the vinyl).

And so artistic freedom was paired with business freedom, as I was able to present the album online practically overnight, not bound by requirements and procedures of the record label. As I said before, the physical release will happen, but you have to be patient 😉 By the way, I am really happy to see that it’s still important for so many people.

“Lockdown Spaces” is definitely a milestone album in my artistic path. And it’s not because of the music itself, the choice of instruments or the way it’s been released. It’s a turning point because thanks to “Lockdown Spaces”, I understood what path Mariusz Duda will follow releasing music under his own name. I had talked about creating single songs between Riverside and Lunatic Soul releases, but I didn’t know that there will also be whole albums among those songs 😉 The realisation makes it possible for my music universe to finally take the shape I had always dreamt of and subconsciously aimed at, which will also help both Riverside and Lunatic Soul to go back to “their places”.

Last but not least, I know that there are many creators, artists, musicians who are afraid to take the first step, who are scared to confront the world. Let’s remember that we live in times when the internet offers many possibilities. We can present an album ourselves, without any middlemen, without third party requirements, we can simply “sow the seed” completely on our own. Having said that, do I think record labels are still necessary? Yes. I believe that it’s good to be a part of a family and I am glad to be working with Mystic Production in Poland, and with Inside Out (Riverside) and Kscope (Lunatic Soul) and Glassville Records abroad. But does it get in the way of releasing more music, for example, only on Bandcamp? Taking a step independently? No. If you want to release albums, you don’t have to be at the mercy of any bosses. You can be your own boss.

All this applies to what we create. We should remember that we will never ever be able to please everyone, so let’s not pay attention to those we cannot please, let’s create something that’s inspired by our sadness, joy, rebellion or inner balance. Let’s experiment, have fun, and not take criticism to heart.

There’s nothing more beautiful than the debut, the beginning of a new path. But nobody said that it’s a river you can enter only once, right? 😉 Thanks to everyone who accepted another side of me. I hope to meet you here again.

MD

Witajcie,

Chciałbym bardzo serdecznie podziękować wszystkim, którzy mieli okazję posłuchać oraz nabyć moją nową płytę „Lockdown Spaces”. Spontaniczne to wydawnictwo, przyznaję, ale bardzo mi zależało, żeby płyta o zamknięciu została wydana – a) szybko, b) w czasach zamknięcia, a nie np. trzy miesiące później (a tyle czeka się na produkcję winyla).

Wolność artystyczna poszła więc również w parze z wolnością biznesową, kiedy to uwolniony od wymogów i procedur wytwórni mogłem album praktycznie z dnia na dzień zaprezentować w sieci. Jak już wspomniałem, nośnik fizyczny będzie, proszę jednak o cierpliwość 😉 Na marginesie, cieszy mnie fakt jak duża ilość osób wciąż przywiązuje do niego wagę.

„Lockdown Spaces” to z pewnością przełom w mojej artystycznej drodze. I nie chodzi mi tutaj o samą muzykę, instrumentarium czy sposób wydania. Chodzi o to, że dzięki „Lockdown Spaces” zrozumiałem jaką drogę obierze Mariusz Duda wydając muzykę pod swoim nazwiskiem. Zapowiadałem już lawirowanie pomiędzy Riverside i Lunatic Soul z pojedynczymi piosenkami, nie wiedziałem jednak, że pomiędzy tymi piosenkami będą się ukazywać również albumy 😉 To jednak sprawiło, że moje muzyczne uniwersum chyba nareszcie przybierze taką formę, o jakiej zawsze marzyłem, i do której podświadomie dążyłem, co z pewnością pomoże zarówno Riverside jak i Lunatic Soul, wrócić na „swoje miejsca”.

I jeszcze na koniec. Wiem, że jest wielu twórców, artystów, muzyków, którzy zawsze boją się zrobić pierwszy krok, których przeraża konfrontacja ze światem. Pamietajmy, że żyjemy w czasach, gdzie internet dostarcza nam wszystkim bardzo wielu możliwości. Możemy dzisiaj zaprezentować album sami, bez pośredników, bez wymogów osób trzecich, możemy „zasiać ziarno” na własny rachunek. Czy w takim razie wytwórnie są potrzebne? Tak. Uważam, że dobrze jest być w jakiejś rodzinie, i cieszę się, że w Polsce jestem pod opieką Mystic Production, za granicą pod skrzydłami Inside Out (Riverside) oraz Kscope (Lunatic Soul) oraz Glassville Records. Ale czy to przeszkadza w wypuszczeniu kolejnej muzyki np. tylko na Bandcampie? Zrobieniu pewnego kroku samodzielnie? Nie. Jeśli chcemy wydawać płyty nie musimy być zdani na łaskę żadnego szefa. Sami możemy nim być.

To samo tyczy się tego, co tworzymy. Pamiętajmy, że nigdy, ale to nigdy nie będziemy w stanie zadowolić wszystkich, nie zwracajmy więc na nich uwagi, twórzmy przede wszystkim to, co jest związane z naszym smutkiem, radością, buntem czy wewnętrzna równowagą. Eksperymentujmy, bawmy się i nie przejmujmy się krytyką.

Nie ma nic piękniejszego niż debiut, niż początek nowej drogi. Nikt jednak nie powiedział, że jest to rzeka do której wchodzi się tylko raz, prawda? 😉 Dziękuję wszystkim, którzy zaakceptowali moje kolejne oblicze. Mam nadzieję, że spotkamy się tutaj jeszcze nie raz.

MD

26.06.20

Dear Friends,

I’d like to invite you to listen to my new music tale called “Lockdown Spaces”, which I am right now sharing with you in all the possible streaming services.

The music is inspired, as the title suggests, by life in quarantine. It’s a dark, minimalist, claustrophobic album, which came to my mind during recording sessions for the new Lunatic Soul. I decided that in order to intensify the “lockdown effect” I will play only electronic instruments here, with an addition of samples and voice.

The recording process was supervised, as always, by Magda and Robert Srzedniccy in the Warsaw Serakos Studio during two weeks in June 2020. The cover was designed by Hajo Müller.

* * *

At the beginning of this year I was convinced that I will be releasing only single “bright songs” as Mariusz Duda. Now I know that, apart from songs, I will also release “dark albums” 🙂

If you’d like to purchase this release, please do it through Bandcamp, where you can buy FLAC files. And if you like this album, I will also think about a physical release.

Stay safe and sound!

MD

Witajcie,

Chciałbym zaprosić Was do wysłuchania mojej nowej muzycznej historii zatytułowanej „Lockdown Spaces”, którą z wielką przyjemnością udostępniam Wam właśnie w tym momencie na wszystkich możliwych platformach streamingowych.

Muzyka zainspirowana, jak sama nazwa wskazuje, życiem w kwarantannie. To mroczny, minimalistyczny i klaustrofobiczny album, który przyszedł mi do głowy podczas sesji do nowego Lunatic Soul. Postanowiłem, że dla wzmocnienia „efektu zamknięcia” zagram tutaj tylko na instrumentach elektronicznych, używając dodatkowo sampli i głosu.

Realizacja miała miejsce jak zwykle pod okiem Magdy i Roberta Srzednickich w warszawskim Studiu Serakos w ciągu dwóch czerwcowych tygodni 2020 roku. Okładkę zaprojektował Hajo Müller.

***

Jeszcze na początku tego roku byłem przekonany, że jako Mariusz Duda, będę wydawał tylko pojedyncze „jasne piosenki”, teraz już wiem, że oprócz piosenek, będę wydawał również „mroczne albumy” 🙂

Jeśli ktoś chciałby kupić album, to zapraszam przede wszystkim na mój Bandcamp, gdzie można nabyć pliki w formie FLAC. Jeśli płyta Wam się spodoba, naturalnie pomyślę również o nośniku fizycznym.

Pozostańcie w zdrowiu!

MD

28.04.20

Hello Everyone,

I hope you are all safe and sound, and that you’re taking a good care of yourselves, both physically and mentally. These are tough times, filled with fear of what the future might bring us, of how our lives will change, because they surely will. But I also believe that together we can cope with everything.

I’m thinking that Lunatic Soul fans deserve to finally receive some news. I haven’t posted anything here for quite a while and I hope you can forgive me for that. Let me start by saying ‘thank you’ for supporting my new project, which is individual songs released under “Mariusz Duda”. But don’t be deceived by “The Song of the Dying Memory”, my “subcutaneous songs” will come in different shapes and forms 🙂

A month ago, I started up a new internet website, mariuszduda.md, where I gathered and graphically organised all the musical endeavours I have taken part in, leaving free spaces for future plans. In the Lunatic Soul section, there are two empty slots. One of them is for this year’s album, which will be released in the autumn of 2020.

Many of you already know that I have been working on the seventh Lunatic Soul release. There have been occasional news from the studio, some short clips, pictures from a forest 😉 and bits of information in various interviews. I must say it wasn’t easy to find sufficient time during the intense “Wasteland tour” with Riverside, but, somehow, 75% of the new Lunatic Soul album is ready.

These days I’m finishing working on the lyrics. The final recordings, vocals and overdubs, will be planned in May and June, and the seventh Lunatic Soul album will be released in October.

***

Lunatic Soul has its cycle, and all the albums have their timeline (let me refer you again to mariuszduda.md). The seventh album will be a musical continuation of the black and white albums, the third release “on the side of death”, and the “opposite” album to “Walking on a Flashlight Beam”, where there was a transition from life to death. Here, we will have a transition from death to life. I know it may all sound a little complicated and I promise to explain it all better one day, in a visual form 😉

What’s important and what I can already share with you is that:

– it will be a dark folk, organic, Slavic-Scandinavian album. Exactly what you have always expected from Lunatic Soul 🙂
– the colour palette of the album and its cover will be connected with… a dark forest 🙂
– there will be 6 tracks on the album, about 40 minutes in total.
– there will also be a double disc edition with additional… 40 minutes of music, mainly instrumental, including a 26-minute suite called “Transition 2”. That gives us nearly 80 minutes of new material.

***

I think before the summer arrives, I will reveal more information, both audio and visual, about this release. It will be a melodious, dense and coherent album. Very close to nature and to my heart. I come from the Masurian land of forests and lakes, that’s where I was born, that’s where I grew up, and thus “sylvan and Slavic moods” have always been and will remain a part of my life.

I don’t know yet what will happen with this year’s concerts of Riverside but I can promise you now that in the autumn of this year you can expect the new Lunatic Soul release.
I hope that it will bring you a lot of intense emotions and perhaps make going through this incredibly difficult time at least a little bit more bearable.

Be well!
MD

Witajcie

Mam nadzieję, że wszyscy jesteście cali i zdrowi, dbacie o siebie i o swoją kondycję, zarówno tą fizyczną jak i psychiczną. Czasy mamy trudne i pełne lęku o przyszłość, z pewnością zmienią nasze przyszłe życie. Liczę jednak na to, że wspólnymi siłami jakoś sobie z tym wszystkim poradzimy.

Myślę, że wszystkim fanom Lunatic Soul należy się w końcu garść informacji. Nie pisałem tu dawno, mam nadzieję, że mi wybaczycie. Na wstępie dziękuję Wam oczywiście za wsparcie mojego nowego projektu jakim są single wydawane jako „Mariusz Duda”. I niechaj „The Song of The Dying Memory” was nie zwiedzie. „Piosenki podskórne” będą miały różne oblicza 🙂

Miesiąc temu opublikowałem stronę internetową mariuszduda.md, gdzie w formie graficznej przedstawiłem wszystkie muzyczne dokonania, w których brałem udział, wraz z wolnymi miejscami na przyszłe plany. W sekcji Lunatic Soul, mamy dwa wolne miejsca. Jedno z tych miejsc to tegoroczny album, który ukaże się jesienią 2020 roku.

Wielu z Was wie już o tym, że pracuję nad siódmym albumem Lunatic Soul. Sporadycznie ukazywały się bowiem informacje ze studia, filmiki, zdjęcia w lesie 😉 i wypowiedzi w różnych wywiadach. Przyznaję, nie było zbyt łatwo wbijać się w luki dosyć intensywnej trasy koncertowej riversidowego „Wasteland”, ale jakimś cudem nowa płyta LS jest już w 75% skończona.

Aktualnie jestem na etapie kończenia pracy nad tekstami. W maju i czerwcu planowane będą finałowe nagrania, wokale i dodatki, a premiera nowej, siódmej płyty Lunatic Soul będzie miała miejsce w październiku.

***

Lunatic Soul ma swój cykl, wszystkie płyty mają swoją oś czasu (ponownie odsyłam tutaj do strony mariuszduda.md) Siódmy album będzie muzyczną kontynuacją czarnego i białego albumu. Trzecią płytą „po stronie śmierci”. „Albumem negatywem” do „Walking on a Flashlight Beam” gdzie następowało przejście ze strony życia na stronę śmierci. Tutaj będziemy mieli przejście ze strony śmierci na stronę życia. Wiem, że brzmi to trochę zagmatwanie, obiecuję, że spróbuję to kiedyś na spokojnie wyjaśnić w formie wizualnej 😉

To co jest jednak istotne i co mogę powiedzieć Wam już teraz:

– płyta będzie mroczno folkowa, organiczna, słowiańsko – skandynawska. Dokładnie taka na jaką zawsze czekaliście pod szyldem Lunatic Soul 🙂
– kolorystyka albumu i nowa okładka związana będzie z… mrocznym lasem 🙂
– na płycie będzie 6 utworów, całość będzie miała ok. 40 minut
– album ukaże się również w wersji dwupłytowej, na której znajdzie się… kolejne 40 minut muzyki, głównie instrumentalnej, w tym 26 minutowa suita „Transition 2”. W sumie będziemy więc mieli blisko 80 minut nowego materiału.

***

Myślę, że jeszcze przed latem uda mi się odsłonić wam kolejne karty, zarówno wizualne jak i muzyczne. To będzie melodyjny, gęsty i spójny album. Bardzo bliski natury i mego serca, pochodzę wszak z mazurskiej krainy lasów i jezior, tam się urodziłem i tam dojrzewałem, więc „leśne i słowiańskie klimaty” zawsze były i będą częścią mojego życia.

Nie wiem jeszcze jak potoczą się tegoroczne koncertowe losy Riverside, ale jedno na pewno mogę Wam juz teraz obiecać – jesienią tego roku możecie spodziewać się nowego albumu Lunatic Soul.

Albumu, który mam nadzieję, dostarczy Wam wielu intensywnych wrażeń i może chociaż w małej części pomoże nam wszystkim przetrwać ten niezwykle trudny czas.

Bądźcie zdrowi!

MD

19.03.20

The world is changing right before our eyes. Irreversibly. It has forced us to stop, take shelter, lock ourselves up in quarantine, and stay on our own with our thoughts. Will it influence us and change our attitude towards life? Certainly. The question is: for how long? It would seem that, in spite of slightly bruised psyche, we’re still strong, mighty, indestructible and, surrounded by state-of-the-art technology, still convinced that we can’t be taken by surprise. Yet the recent events have demonstrated that we are fragile and vulnerable. And now we’re opening ourselves to new realms of sensitivity, something we would never have thought we were capable of.

For quite a while now, I have had a growing need to create compositions meant exactly for such realms. I call them “subcutaneous songs”, songs that cling to you, songs “about a sad smile”. I have also realised that what I needed for those songs were lyrics that would somehow refer to ecology, our dying mother earth and also our willingness (hopefully) to change our ways and fight for the planet we live on. “The Song of a Dying Memory” talks about how, despite our progressive amnesia caused by the intensity of life, we still love what was important to us and “somewhere yesterday” we still have something to go back to, a starting point that would spark a change and inspire us to find solutions to our current issues.

From Aesop’s fable “The North Wind and the Sun”, I choose the Sun. I do not want to blow in your face, point my finger and say, “You are naughty because you’re not taking care of yourself and others”. I believe that each of us has much more good than bad inside, a lot more love than hate.

“The Song of a Dying Memory” is the first from the cycle of “subcutaneous songs”, which I will be releasing only as standalone singles. To me, an avid fan of concept albums, this is a completely new form. But thanks to it, I will be able to start a new music project, a new part of my music universe, which you can explore in its entirety here: www.mariuszduda.md

I hope that at least for some of you the song will make it easier to wait for better days. Enjoy it, stay safe, stay well.

Świat zmienia się na naszych oczach. Nieodwracalnie. Zmusił nas, abyśmy się zatrzymali, schronili, zamknęli w kwarantannach i zostali sami ze swoimi myślami. Czy to wpłynie na nas i zmieni nasz stosunek do życia? Z pewnością. Pytanie na jak długo. Wydawałoby się, że mimo siadającej nam ostatnio psychiki, wciąż jesteśmy potężni, niezniszczalni, i otoczeni najnowszą technologią wciąż pewni tego, że nic nas nie zaskoczy. Ostatnie zdarzenia pokazują jednak, że jesteśmy delikatni i bardzo podatni na zranienia. I otwierają nam się nowe przestrzenie wrażliwości, o których sami byśmy siebie nie podejrzewali.

Od jakiegoś czasu mam coraz większą potrzebę tworzenia kompozycji przeznaczonych do takich właśnie przestrzeni. Nazywam je piosenkami podskórnymi, przylegającymi, piosenkami „o smutnym uśmiechu”. Zdałem sobie też sprawę, że potrzebuję do tych piosenek tekstów, które w jakiś sposób będą nawiązywać do ekologii, do naszej umierającej planety i do naszej – mam nadzieję chęci zmian i walki o nią. „The Song of a Dying Memory” to pieśń mówiąca o tym, że mimo naszej postępującej amnezji, spowodowanej intensywnością życia „wciąż jeszcze kochamy, to co zawsze było dla nas ważne”, że tam „gdzieś wczoraj”, mamy jeszcze jakiś punkt zaczepienia, który może stać się iskrą, zapalnikiem do zmiany stylu życia i poprawy tego, z czym aktualnie się borykamy.

Z przypowieści Ezopa „O słońcu i wietrze” wybieram słońce. Nie chcę dmuchać w twarz, wskazywać palcem i mówić: „Jesteś niedobry, bo nie dbasz o sobie i innych.” Wierzę, że każdy z nas ma w sobie znacznie więcej dobra niż zła, i znacznie więcej miłości niż nienawiści.

„The Song of a Dying Memory” to pierwsza z cyklu „pieśni podskórnych”, które mam zamiar prezentować jedynie w formie ukazujących się pojedynczo singli. To zupełnie nowa dla mnie – miłośnika opowieści płytowych – forma. Dzięki niej będę miał jednak możliwość rozpoczęcia nowego muzycznego bytu i kolejnej części muzycznego uniwersum, które w całości możecie zobaczyć na stronie www.mariuszduda.md

Mam nadzieję, że chociaż niektórym z Was uda mi się uprzyjemnić ten czas oczekiwania na lepsze. Życzę Wam dobrych wrażeń i pozostańcie bezpieczni i w zdrowiu.

20.02.20

Before I play the first concerts of the last leg of the “Wasteland Tour” with Riverside, and before I reveal some information about the new, seventh Lunatic Soul album, on which I’ve been working for a year, let me share with you the title of the first ever song I’m going to release under “MD”.

“The Song of a Dying Memory”. It is the beginning of a special cycle I’m calling “subcutaneous songs”, or “adherent songs”. New compositions will be released every few months and they will be characterised by… a gentler form and low-key vocals (at least the first two of them :))

“Subcutaneous songs” signed by my own name will be released only digitally for now. Thanks to that I will be able to share them with you during the breaks between Riverside and Lunatic Soul activities, without causing chaos or interference with the other music worlds.

With the release of the first song, you will also be able to visit a new website, where all my music achievements are finally organised in one place.

The release of “The Song of a Dying Memory” has been planned for mid March. More information will follow soon!

***

art by Travis Smith

Zanim zagram z Riverside pierwsze koncerty ostatniej edycji trasy „Wasteland” i zanim odkryję przed Wami informacje na temat nowego, siódmego albumu Lunatic Soul, nad którym pracuję już od roku, pozwólcie, że przedstawię Wam tytuł pierwszej piosenki, która zostanie wydana pod szyldem „MD”.

„The Song of a Dying Memory” rozpoczyna pewien specyficzny cykl wydawniczy, który nazwałem „piosenkami podskórnymi”, albo inaczej „piosenkami przylegającymi”. Kompozycje będą ukazywały się co kilka miesięcy, i będą charakteryzowały się… łagodniejszą formą i stonowanym wokalem (przynajmniej dwie pierwsze :))

„Piosenki podskórne” sygnowane moim imieniem i nazwiskiem, na razie będą pojawiać się jedynie w wersji cyfrowej. Dzięki temu będę mógł się z Wami nimi dzielić, w przerwach działań Riverside i Lunatic Soul, nie powodując chaosu i ingerencji w inne muzyczne światy.

Wraz z premierą pierwszej piosenki wystartuje też strona internetowa, na której pozwoliłem sobie zebrać w jedną całość wszystkie moje muzyczne dokonania.

Premiera „The Song of a Dying Memory” już w połowie marca. Więcej informacji niebawem!

***

grafika: Travis Smith

30.01.20

Before I know it, January 2020 has almost ended and I promised myself and you that I would share some reflections for 2020. Recently, I’ve been spending a lot of time in the studio, which wasn’t easy because Riverside are touring like crazy, but, against all odds, I managed to find some time for thinking through and recording some new ideas.

As you will remember, when I was 33, I started a music project. On a whim. Out of necessity. Lunatic Soul has done pretty well because I managed to create music which is different from what I do in Riverside.

Recently, I turned 44, so I think it’s high time for another music world 😉

One might ask, why do I need another solo project if I have Lunatic Soul? Well. And why did I need Lunatic Soul if I had Riverside? You might not know it but the artists who have not fulfilled their desires, dreams and ambitions are the most frustrated people out there. Some of them end up really badly – for instance, as journalists 🙂 So if one has a chance to fulfil one’s plans on multiple levels, then, as long as one’s wellbeing and climate changes allow, one should enjoy the possibilities. This time, however, I’m not going to play with any nicknames and I’ll simply sign my work with my own name and surname.

***

I am most of all a creator of complete entities, at least that’s how I feel. I make albums, recordings, I tell stories. I always begin with a title, a cover, a colour, and then I fill that framework with sounds composed alone or with the help of my friends. That’s how it works in Riverside, that’s how it works in Lunatic Soul. When I’m making music, I want the listener to feel as if they are watching a film at the cinema. Experiencing something that has a beginning, a twist, a climax, and an ending.

Well… in the case of “MD” it’s not going to be this way 🙂

At least not yet.

First of all, I don’t want to rain on my own parade, and secondly, I would simply like to try something new.

I’ve decided that as “Mariusz Duda” I will release only singles, individual songs recorded with the help of my friends and colleagues. From time to time, in between R and LS. Of course, there will come a time when I will put them all together, add twice as many and release them on an album. But until then, I’ll be showing what’s possibly my greatest strength: being a songwriter. Therefore, the songs will be centered around vocals, acoustic guitars and piano, that is what I started from.

Riverside is a typical rock band which, no matter how much I keep denying it and making fun of it, will always be marked with the stamp of “progressive rock”. And so let’s have long tracks, elaborate guitar solos, concept albums and the like. Naturally, there will still be some experimenting, but.. some things simply cannot be changed 🙂 Lunatic Soul is my love for ambient, darkness, folk and electronics. It’s a strange style but let’s allow the strangeness to grow and develop. “Mariusz Duda” will, in turn, play songs. Those, that have always worked out best for him. Those that sound pretty and go under your skin. And so each of the music worlds will have its character, its law and order. Soon, there will be a website where I will put all my music endeavours to date in one place. It might help some of you, but mostly myself, wrap my head around how it’s all developed over the years.

***

And in mid March I will share with you the first song.

***

Finally, let me say a few things about the new plans for Riverside and Lunatic Soul. Thinking about the future solo “MD” songs has allowed me to look more objectively at what has been happening with Riverside and Lunatic Soul. Two separate worlds have come dangerously close together. “A Thousand Shards of Heaven” or “Untamed” could easily be Riverside songs. “Wasteland” is, in turn, really saturated with the essence of Lunatic Soul. And although it turned out fine, I know that I will have to keep both worlds furhter apart for the respective future releases.

That’s why the new Lunatic Soul is turning back towards the first two albums and it will be more folk than ever before, and Riverside will go back to playing the kind of music you know from the first four releases, but in a refreshed form forged in the last decade.

I have spoken.

***

It seemed to me some time ago that I have already experienced the best in life, but now I fee that everything is only about to begin. I’m really glad that in these difficult and troubled times I can still count on your trust and support. Thank you for being there. Thank you for letting me be who I want to be.

With warmest regards,
MD

***

photo by Nicole Shade.

Nawet się nie obejrzałem, a mamy już koniec stycznia 2020. A obiecałem sobie i Wam, że podzielę się pewnymi refleksjami na rok 2020. Ostatnio sporo czasu spędzałem w studiu, nie było łatwo, bo Riverside koncertuje jak szalone, ale udało mi się mimo wszystko znaleźć czas, by trochę nowych rzeczy przemyśleć i ponagrywać.

Jak zapewne pamiętacie w wieku 33 lat stworzyłem pewien muzyczny projekt. Taki miałem kaprys. Taką miałem potrzebę. Lunatic Soul ma się dzisiaj nieźle, bo udało się stworzyć muzykę, w której nie powtarzam tego, co robię w Riverside.

Niedawno skończyłem 44 lata, myślę więc, że czas na kolejny muzyczny świat 😉

Zapyta ktoś – po co mi kolejny solowy projekt, skoro mam Lunatic Soul? No cóż. A do czego potrzebowałem Lunatic Soul, skoro miałem Riverside? Może tego nie wiecie, ale artyści niespełnieni, niezrealizowani, to najgorsi życiowi frustraci. Niektórzy kończą bardzo źle – na przykład w dziennikarstwie 🙂 Jeśli więc nadarza się okazja do tego, by spełniać się na kilku płaszczyznach, to – póki zdrowie i zmiany klimatyczne na to pozwalają – trzeba z tego korzystać. Tym razem jednak nie będę się już bawił w dziwne nazwy. Zostanę przy imieniu i nazwisku.

***

Jestem przede wszystkim twórcą zamkniętych całości, a przynajmniej tak się czuję. Tworzę płyty, albumy, opowiadam historie. Zawsze zaczynam od tytułu, okładki, koloru, a potem wypełniam ramę dźwiękami, tworzonymi indywidualnie lub z pomocą przyjaciół. Tak jest w Riverside, tak jest i w Lunatic Soul. Tworząc muzykę chcę, by słuchacz czuł się tak jakby oglądał film w kinie. Doświadczał czegoś, co ma swój początek, zwrot akcji, finał i zakończenie.

Cóż… w przypadku „MD” tak nie będzie 🙂

A przynajmniej jeszcze nie teraz.

Po pierwsze nie mam zamiaru sam sobie wchodzić w paradę, a po drugie zwyczajnie chcę spróbować czegoś nowego.

Postanowiłem, że jako „Mariusz Duda”, będę wydawał tylko single, poszczególne piosenki, nagrywane z pomocą moich przyjaciół i znajomych. Raz na jakiś czas, w przerwach pomiędzy działaniami „R” i „LS”. Oczywiście, że kiedyś zbiorę je w jedną całość, dodam drugie tyle i wydam jako album, ale póki co, będę się tutaj pokazywał głównie od strony, która chyba wychodzi mi najlepiej – od strony „songwriterskiej”. Piosenki oparte więc będą przede wszystkim na głosie, akustycznych gitarach i pianinie. Czyli na tym od czego zaczynałem.

Riverside to klasyczny zespół rockowy, który – choćbym nie wiem jak się zarzekał i sobie z tego złośliwie żartował – zawsze będzie już naznaczony piętnem „rocka progresywnego”. Niechaj będą tu więc rockowo-metalowe długie formy, gitarowe solówki, concept albumy i inne takie. Oczywiście wciąż będą eksperymenty, ale… wiadomo, pewnych rzeczy przeskoczyć się nie da 🙂 Lunatic Soul to moja miłość do ambientu, mroku, folku i elektroniki. Dziwny to styl, ale niech ta dziwność tutaj wciąż się ładnie eksploruje i poszerza. „Mariusz Duda” będzie zaś grał piosenki. Te, które zawsze wychodzą mu najlepiej. Takie ładne i podskórne. Każdy muzyczny świat będzie więc miał swój charakter, ład i porządek. Niebawem ruszy strona internetowa, na której umieszczę w jednym miejscu wszystkie muzyczne rzeczy, z którymi miałem do tej pory do czynienia. Myślę, że pomoże to ogarnąć niektórym, a głównie mnie samemu, jak to się przez te wszystkie lata porozwijało.

***

A w połowie marca zaprezentuję Wam pierwszą piosenkę.

***

Na koniec jeszcze kilka słów odnośnie do nowych planów Riverside i Lunatic Soul. Myślenie o przyszłych solowych piosenkach „MD” pozwoliło mi bardziej obiektywnie spojrzeć na to, co ostatnio wydarzyło się w Riverside i w Lunatic Soul. Dwa odzielne światy niebezpiecznie się do siebie zbliżyły. „ A Thousand Shards of Heaven” czy „Untamed” spokojnie mogłoby być w repertuarze Riverside. Płyta „Wasteland” przesiąknięta jest dla odmiany dosyć mocno twórczością Lunatic Soul. I mimo że wyszło jej to na dobre, to przy kolejnych wydawnictwach już wiem, że muszę te światy o wiele bardziej od siebie oddzielić.

Dlatego nowy album Lunatic Soul skręci zdecydowanie w stronę dwóch pierwszych płyt, i będzie folkowo jak nigdy, a Riverside powróci do grania klimatów znanych z czterech pierwszych płyt, ale w odświeżonej i wyuczonej przez ostatnią dekadę formie.

„I have spoken.”

***

Kiedyś wydawało mi się, że najlepsze mam już za sobą, a czuję, że to wszystko tak naprawdę dopiero się zaczyna. Cieszę się, że w tych trudnych i niespokojnych czasach wciąż mogę liczyć na wasze wparcie i zaufanie. Dziękuję, że jesteście. Dziękuję, że dzięki Wam mogę być tym kim chcę.

Kłaniam się nisko
MD

***

zdjęcie: Nicole Shade.

13.01.20

We have been friends with Magda and Robert for 18 years. Throughout this time, we’ve made over 15 albums. So I won’t lie if I say that Serakos Studio, which they own, has practically become my home studio, and recording sessions have turned into rituals essential for my survival. If we were to count all the hours we’ve spent talking and all the hours we’ve spent recording, I’m not quite sure if there were more of the latter, but, as they say, the more time you spend chatting while in the studio, the better the final result 🙂

Writing music can be done anywhere, in the shower, bedroom, living room while you’re stretching. WIth a towel on your head, you can create outlines of songs, demos, but if you treat music seriously and professionally, you have to have an opportunity to leave your home and “go to work”. With years, Serakos has become the main place (after the Riverside rehearsal room) where I spend most of my time away from home. And surely it wouldn’t be possible if Magda, Robert and I didn’t share our music roots, views, interests, philosophy of life, if we didn’t understand or simply didn’t like each other. (Although, after so many years, perhaps we should check our status :))

Some of you will have noticed that, for a few months, I have been posting on social media short clips and pictures from a familiar place. So let me officially confirm that one, yes, there is a new dog in Serakos Studio, and two, yes, this year, in early autumn, I will release another album, about which, by means of building suspense, I will be telling you more soon.

For now, the three of us, or rather the four of us are sending you warmest regards. And again – the best wishes for the new year! 🙂

photo Radek Zawadzki

Z Magdą i Robertem przyjaźnimy się już 18 lat. Przez ten czas zrobiliśmy wspólnie ponad 15 płyt. Nie skłamię więc jeśli powiem, że należące do nich Studio Serakos stało się przez te wszystkie lata właściwie moim domowym studiem, a sesje nagraniowe niezbędnym do życia rytuałem. Gdybyśmy mieli podliczyć ilości godzin przegadanych i ilości godzin poświęconych na nagrania to w sumie nie wiem czy tych pierwszych nie było więcej, ale jak to mówią – im więcej czasu poświęcasz podczas sesji na rozmowę, tym lepszy muzyczny efekt końcowy 🙂

Komponować można wszędzie, pod prysznicem, w sypialni, w dużym pokoju podczas streachingu. Z ręcznikiem na głowie możesz tworzyć szkice, demówki, ale jeśli traktujesz muzykę poważnie i zawodowo – musisz mieć też możliwość opuszczenia domowych pieleszy, możliwość „wychodzenia do pracy”. Serakos z biegiem lat, obok sali prób Riverside, stał się głównym miejscem w którym spędzam poza domem najwięcej czasu. Zapewne nie miałoby to miejsca gdybyśmy z Magdą i Robertem nie mieli wspólnego języka, wspólnych muzycznych korzeni, światopoglądu, zainteresowań, albo też gdybyśmy się zwyczajnie nie lubili (Chociaż po tylu latach może warto sprawdzić status 🙂

Niektórzy z Was z pewnością zauważyli, że od kilku miesięcy wrzucam na socjale jakieś lakoniczne filmiki i zdjęcia ze znajomego miejsca. Chciałbym więc oficjalnie potwierdzić, że po pierwsze – tak, w Studiu Serakos pojawił się pies, a po drugie – tak, w tym roku, wczesną jesienią, ukaże się moje nowe wydawnictwo, o którym – metodą stopniowania napięcia – trochę więcej opowiem w kolejnych odsłonach.

A tymczasem pozdrawiam serdecznie w imieniu całej naszej trójki. A właściwie czwórki. No i jeszcze raz wszystkiego najlepszego w nowym roku!

Zdjęcie Radek Zawadzki

6.10.19

“Reverb”, “Reverberation” – that’s how I usually call the few days after coming back home from a longer tour or after finishing an important project, e.g. a new album. During “reverb”, I curl up in bed with a book or TV series, sometimes with a game, and I try to rest and recuperate.

I know that the best way to rest is to change your surroundings, fly to the end of the world, lie on a beach, on a deck chair near the hotel pool, wander through markets and old towns, but if your job is about being on the move all the time, then you sometimes need to simply stop. At least I need that for sure.

And I usually do hole up in the “Sweet Shelter of Mine” and I let the imagination of other artists take me on a journey. But there’s an inner fight going on at the same time because I can’t simply “reverberate”. I am constantly being drawn somewhere (DON’T STOP! MOVE ON!) and a voice at the back of my head is urging me to do something, anything! Which, obviously, makes me feel guilty even though I know that I deserve a break – so I end up relaxing and rebooting only partially… but you take what you can get.

With time, I have leant to “reverberate” better. I was almost 100% successful this time.

And you? Can you “reverberate” at home? (Provided, of course, that you have suitable conditions for it – if you have little kids all over you, then you most likely don’t have time for that or for social media :)) Are you able to lock yourselves up in your four walls and rest, or do you have to escape? And when you do “reverberate”, what makes you calm? What helps you reset your brain?

23.03.19

“But why? Only yesterday everything was OK, they were smiling, telling me everything was alright, the meds had started to work and they would be fine…”

That moment when life hurts so much that you give up. That moment when you make up your mind. You tell everyone it’s OK, but it’s not OK. You’re smiling but it’s all just for show. You’re someone else. After all, on that day, the more you pretend, the more you know they will leave you be. Somehow, you manage to fool them.

In 2014 and 2015, I was battling “voices in my head”. I’d thought those were the worst years of my life until 2016 arrived and topped them in epic style… I made two albums then. One about depression and giving up (“Walking on a Flashlight Beam”), the other about how to come out of it on the other side (“Love, Fear and the Time Machine”). The first one contains the track “Sky Drawn in Crayon”.

It was difficult for me to write it. On the one hand, there’s the seemingly optimistic message (because in theory “everything is OK” but at the same time “finally I feel calm” is just an illusion – you feel “calm” because you have made the decision), and on the other, the music is increasingly unsettling. Somewhere in between, there is a brief comeback to childhood (developed further on LFTM), and then the darkness returns in full force.

23.02 is Depression Awareness Day in Poland. Please remember, depression is an illness. And remember that often nothing is what it seems. Someone might be full of life on IG but demons might be living in their heads and under their beds…

***

P.S. I hope there are some VERIFIED places where those who need help can really get it. So, if you know about such places, please share them in comments. Maybe someone who’s reading this needs help.

“Ale jak to? Przecież jeszcze wczoraj było okay, uśmiechał(a) się, mówił(a), że wszystko jest na dobrej drodze, że leki zaczęły działać, że z tego wyjdzie…”

Ten moment kiedy życie boli już tak bardzo, że się poddajesz. I moment kiedy zapada decyzja. Wszystkim mówisz, że jest okay, ale nie jest okay. Uśmiechasz się, ale tak naprawdę udajesz. Jesteś kimś innym. W sumie im bardziej tego dnia udajesz tym bardziej wiesz, że dadzą Ci spokój. W jakiś sposób usypiasz ich czujność.

W 2014 i 2015 zmagałem się z “głosami w głowie”. Myślałem, że to moje najgorsze lata życia (oczywiście do momentu kiedy 2016 nie przebił ich z hollywoodzkim rozmachem…). Zrobiłem wtedy dwie płyty. Jedną o depresji i poddaniu się (“Walking on a Flashlight Beam”), drugą o tym jak z niej wyjść (“Love, Fear and The Time Machine”). Z tej pierwszej pochodzi utwór “Sky Drawn in Crayon”.

Ciężko mi było stworzyć ten utwór. Z jednej strony tekst, który wydaje się optymistyczny (bo teoretycznie “wszystko jest już okay”, ale “finally I feel calm” to tylko ułuda – czujesz “spokój”, bo po prostu podjąłeś już decyzje.), z drugiej coraz bardziej narastający niepokój w muzyce. Gdzieś na moment pojawia się jeszcze powrót do dzieciństwa (który rozwinął się na LFTM), a potem mrok powraca ze zdwojoną siłą.

23.02 jest Ogólnopolskim Dniem Walki z Depresją. Pamiętajmy, że to choroba. I pamiętajmy, że często nic nie jest takie jak nam się wydaje. Na insta ktoś może sobie tryskać zdrowiem i humorem, ale w jego głowie i pod łóżkiem mogą czaić się potwory…

***

PS. Mam nadzieję, że są gdzieś SPRAWDZONE miejsca gdzie Ci, którzy potrzebują pomocy, naprawdę ją dostają. Jeśli wiecie o takich sprawdzonych źrodłach, miejscach, wpiszcie je proszę w komentarzach, może warto, może komuś się przyda.

Words